Czy przepisy BHP mogą być orężem pracodawcy


Czyli jak bezboleśnie pozbyć się pracownika

W naszym kraju obowiązuje wiele przepisów, które według stanowiących ustawy mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa i komfortu pracy zatrudnianym pracownikom,w rzeczywistości niektóre z nich mogą być wręcz orężem pracodawcy i stanowić źródło wielu dramatów.
Jednym z takich przepisów jest zapis o pracy na wysokości.
Być może dla niektórych z państwa jest to szokujące, ale w naszym kraju osoba, która pracuje na wysokości 150 cm (tak dobrze przeczytaliście), obojętne czy stale czy dorywczo, winna posiadać ważne badania wysokościowe.
Oznacza to ni mniej ni więcej, iż sprzedawca, który dokłada w sklepie towary na drabinie powinien takie badania zaliczyć, i udać się w tym celu do:
Okulisty
Neurologa
Laryngologa

Ale to nie wszystko.
Jeżeli szczęśliwie zaliczy te wszystkie niezbędne dla jego zdrowia i życia badania musi się jeszcze udać do uprawnionego lekarza medycyny pracy, który wszystkie te badania zweryfikuje i wyda jedyną słuszną decyzję.
(Można się odwołać - za pośrednictwem tego lekarza, który decyzję wydał....).
Przeszedłem osobiście tego typu badania w jednym z krakowskich ośrodków medycyny pracy przy ul. Ujastek.
Wszyscy specjaliści, którzy mnie badali, kiedy usłyszeli o badaniu na wysokość jak jeden mąż serwowali mi stanie na jednej nodze z zamkniętymi oczami i rękami wyciągniętymi do przodu, gdybym miał iść jeszcze do jednego lekarza to chyba bym już nie ustał nawet na dwóch nogach.
Dopiero po tym rytualnym jak domniemywam badaniu Pan Doktor przystępował do dalszego "badania" np. Pan Laryngolog po sprawdzeniu mojego słuchu z zainteresowaniem zajrzał mi do gardła - choć nie wiem, czego tam szukał (ciekawe czy osoby chore na gardło mogą chodzić po drabinie?).
Niezwykle nerwowa Pani Neurolog (cóż taka praca...) Kazała mi zdjąć obuwie i fachowo ostukała mnie młoteczkiem wypytując o przebyte schorzenia.
Pani Okulista sprawdziła mój wzrok - tu mała dygresja.
W ten sam dzień, w tym samym ośrodku, badał się mój znajomy, który nie uzyskał zdolności do pracy gdyż nosi okulary, co zdaniem Pani Okulisty całkowicie dyskwalifikuje do chodzenia po drabinie.
Udał się, więc do prywatnego okulisty, który za opłatą 50 złotych stwierdził, że jednak mój znajomek po drabinie wspinać się może.
Zadziwiająca rozbieżność zdań nieprawdaż?
Kiedy już zaliczyłem wszystkie badania udałem się do wspomnianego wcześniej lekarza medycyny pracy, który również nie odmówił sobie przyjemności obejrzenia mnie w pozycji bocianiej, po czym wydał stosowny papierek(na szczęście pozytywny?.
Zaliczyłem, więc czterech lekarzy, za co zapłacił mój pracodawca.
Nie było mnie prawie cały dzień w pracy, za co zapłacił mój pracodawca.
A wymyślili to za pieniądze podatników ustawodawcy, którzy mają ostatnio dużo do powiedzenia na temat zmniejszenia kosztów pracy i walki z bezrobociem (chyba wśród lekarzy).
Za trzy lata muszę zrobić te badania ponownie.
Proszę trzymajcie państwo za mnie kciuki.
GUSTEK 2002-12-30