Gazeta Wyborcza Kraków Poniedziałek 7 kwietnia 2003 strona 3

Oskarżenie o nękanie psychiczne w krakowskim hipermarkecie

autor:
MAŁGORZATA SKOWROŃSKA
KRZYSZTOF FIJAŁEK


O stosowanie mobbingu oskarża firmę Géant jej były pracownik Andrzej. Stosunki panujące w hipermarkecie opisuje na stronie internetowej. Francuska sieć nie chce komentować sprawy.
Byłego szefa Andrzej nazywa na swojej stronie kacykiem. Zarzuca mu, że zatrudnia w Krakowie swoich znajomych ze Śląska, a ci wyżywają się na pracownikach. Cytuje jednego z kierowników ze śląskim rodowodem, który nakrzyczał na podwładnego, że pracuje, jakby miał "jaja otolane w soli". Oprócz dyrektora sklepu, bohaterką strony została szefowa kadr. Andrzej zamierza też zamieszczać w internecie relacje pracowników Geanta.
- Nie chodzi o zemstę. Chcę pomóc innym uciśnionym przez firmę - twierdzi Andrzej. - Mam sygnały, że już się trochę poprawiło. A ja wiem, że czytają mnie szefowie, także ci z centrali w Warszawie - zapewnia. Mówi, że dla niego samego internet jest formą terapii. - Byłem tak zmaltretowany napięciem panującym w firmie, że aby wrócić do równowagi psychicznej, już po otrzymaniu wypowiedzenia, musiałem skorzystać z pomocy specjalistów - mówi.

Andrzej pracował w hipermarkecie od 1998 r., ostatnio jako asystent kierownika stoiska. - Długo nie zdawałem sobie sprawy, że jestem ofiarą mobbingu. Słuchałem sprzecznych poleceń przełożonych, dawałem się zastraszyć. Wszystko, by nie stracić pracy.

Jako przykład nękania podaje naciąganie pracowników na pracę po godzinach. - Chciano, żebym zostawał dłużej, niż 12 godzin. Jak się nie zgadzałem, komentowano: "Niedobrze, nie przykładasz się za bardzo" - opowiada. - Na porządku dziennym były dziwne plany, niemożliwe do realizacji.

Na czas urlopu przełożonego Andrzej dostał siedmiodniowy plan pracy na piśmie. W ostatnim dniu zjawił się szef. - Kiedy mu powiedziałem, że zostały już tylko drobiazgi do wykonania, usłyszałem, że teraz trzeba zająć się czymś innym. Zająłem się tym, co kazał. Kiedy mijał termin wykonania planu, przyszedł do mnie i okazało się, że dostanę naganę za niewykonanie planu - opowiada. Podobnie było z tzw. wyspą, czyli miejscem do układania towaru. Jeden z szefów kazał na wyspie o powierzchni jednego metra kwadratowego ułożyć towar, który ledwo mieścił się na trzech metrach kwadratowych. Efektem niewykonania polecenia była nagana.

Jak twierdzi Andrzej, przełożeni niezadowoleni bywali i z szybkiego wykonania polecenia. - Przed wizytacją trzeba było przyczepić odchyloną tekturę na ostatniej półce regału. Mój bezpośredni przełożony kazał to zrobić natychmiast. Poprosiłem kolegę by podniósł mnie wózkiem widłowym. Na to przyszedł dyrektor i dał mi naganę za nieprzestrzeganie przepisów BHP - relacjonuje Andrzej, który wypowiedzenie z pracy dostał w końcu października zeszłego roku. Odwołał się do sądu pracy, uważając za "wykrętną" podaną w uzasadnieniu zwolnienia przyczynę. - Napisano, że zostałem zwolniony z powodu redukcji etatów. Prawda jest taka, że mój przypadek jest dowodem na dyskryminowanie pracowników, którzy walczą z mobbingiem i nie są członkami związku zawodowego. Chodzi też o zwalnianie ludzi z umowami na czas nieokreślony - oświadcza. Według informacji przekazanych przez przedstawicieli Geanta podczas sądowej rozprawy na miejsce Andrzeja nikogo dotychczas nie przyjęto. - To nic nie znaczy, bo jak tylko sprawa ucichnie, zaraz to zrobią. Ludzi ciągle się zwalnia, innych się przenosi, żeby ukryć łamanie praw pracowniczych - dowodzi. Następna rozprawa odbędzie się w połowie maja.

Stanowiska sieci Geant nie udało nam się uzyskać. Agnieszka Kuty z działu promocji warszawskiej centrali firmy poinformowała "Gazetę", że Geant nie ma zwyczaju komentowania indywidualnych spraw.



Dla "Gazety"

Witold Borzym, Okręgowy Inspektorat Pracy w Krakowie

Niewiele spraw tego typu do nas trafia. Skargi na psychiczne molestowanie i poniżanie przez pracodawców są bardzo rzadkie. Nie wynika to jednak z braku mobbingu, ale z nieznajomości przepisów i z zastraszenia: ludzie boją się, że jak coś powiedzą, to stracą pracę. Atmosfera w supermarketach rzeczywiście sprzyja takim sytuacjom. Docierają do nas informacje, że pracownicy krakowskich supermarketów skarżą się na przekraczanie czasu pracy i wymuszanie godzin nadliczbowych. Do tego dochodzą bardzo krótkie przerwy i stosowanie nagan, gdy o kilka minut przekroczy się czas np. korzystania z toalety. Zdarzają się też sytuacje wydawania poleceń, o których z góry wiadomo, że są niewykonalne. Wszystko po to, żeby zastraszyć pracownika. Inspektorzy pracy mają możliwość interwencji i warto z tej możliwości korzystać, gdy dochodzi do mobbingu.



Źle w supermarketach

Z raportu Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że w supermarketach dochodzi do wielu nieprawidłowości. Inspektorzy znaleźli dowody m.in. na wymuszanie na pracownikach nadliczbowych godzin i zmuszanie do pracy w dni wolne, rozwiązywanie umów o pracę w sposób niezgodny z przepisami i absurdalne przepisy porządkowe. Badanie objęło 66 supermarketów 25 sieci handlowych